urządzeniem.

- Nie płacz, Malindo. Wszystko będzie dobrze.

Drugiego dnia wpadła Bea i zastała całą trójkę rysującą przy
- Ominęłaby mnie cała przyjemność.
doskonale się bawiłaś.
Na jego widok dziewczyna pisnęła dziko:
zaledwie trzy przecznice od domu, więc Kate bez trudu mogła chodzić
– Nie musisz mnie żałować. Nigdy nie czułam się szczęśliwsza. –
jesteśmy obok.
jego ust wydobyły się głuche pomruki, bardziej zwierzęce niż ludzkie.
Luke siedział przy stole i karmił Emmę, wprawnie ją podtrzymując.
– Jestem Ellen Ewing, szefowa Citywide.
I odpłacić mu za tamtą blondynkę. Za te wszystkie blondynki. – Wyrwał
– Od razu się domyśliłem – powiedział. – Jestem Steve. Uwielbiam
fotela i wziął w ramiona.
rozpacz, ponieważ wiedział, że jego pragnienie nigdy nie zostanie

392

zadzwonić i załatwić to - powiedziała, przytrzymując sukienkę i
- Co się stało?! - krzyknął, odkopując na bok jakieś pudło i
hardo na siostrę, jakby rzucając jej wyzwanie do kłótni.
- Och, to tylko płytkie zacięcie - Milla przelotnie rzuciła okiem

energię, determinację i masę pomysłów. Był przy tym człowiekiem

262
- A co za różnica? - odparł obojętnie. - Ciebie też nie było.
siłą. Mimo zapiętych pasów Milla rzuciła się na Diaza, krzycząc
Diaz zatrzymał się w drzwiach pokoju Milli, a potem przesunął
musi być Brig. Brig. Przez lata robiła wszystko, żeby wymazać go z pamięci. Chciała przestać wierzyć, że wróci, przestać go kochać. Na początku nie przychodziło jej to łatwo, ale po latach, nie mając o nim żadnych wieści, zrozumiała, że niezależnie od tego czy żyje, czy umarł, nie będzie cząstką jej życia. Kiedy dorosła, jakoś się z tym pogodziła, zapierając się swoich uczuć, Jakby były tylko szczeniacką fascynacją, w której górę wzięły niedojrzałe emocje i seks. Wtedy była przekonana, że nie mogłaby się przespać z mężczyzną, którego nie kocha i któremu nie będzie oddana przez resztę życia. Była taka dziecinna. Tak naiwnie dziecinna. Lepiej, że Brig uciekł bez niej. Ale wrócił. I umiera. Spotkał się z jej mężem, który pewnie przez cały ten czas wiedział, jak się z nim skontaktować i okłamywał ją, utrzymując, że ani on, ani jego matka nie mieli żadnych wiadomości od Briga i że jego zdaniem Brig nie żyje. - A nawet, jeśli żyje - powiedział jej wiele lat temu Chase, zanim się pobrali - dla nas jest martwy. Wie, gdzie mieszka mama. Ona, wierząc, że Brig zadzwoni, nie przeprowadziła się ani nie zmieniła numeru telefonu. Moje nazwisko jest w książce telefonicznej. On nie żyje albo chce, żebyśmy tak myśleli. Na jedno wychodzi. Ale Chase kłamał. Dlaczego? Żeby ratować ich małżeństwo? Zmarszczyła brwi. Czuła się zdradzona i śmiertelnie zmęczona. Ostatnie dwa dni wyczerpały ją. Już przed pożarem były problemy. Poważne problemy. Między nią i jej mężem. Spojrzała na obrączkę ślubną. Prostą złotą obrączkę z diamentem, która znała jej tajemnicę, że jej małżeństwo nigdy nie stało się pełnym miłości i serdeczności związkiem, o jakim marzyła. Chase tego nie chciał. Pobrali się z niewłaściwych powodów i oboje o tym wiedzieli. Westchnęła i zanurzyła palce we włosach. Małżeństwo zawarli na dobre i złe, ale nie zanosiło się, że w najbliższym czasie coś się zmieni. Nie może jednak siedzieć bezczynnie i się zamartwiać. Powinna coś zrobić. Będzie wierna Chase’owi, pomoże mu dojść do siebie, a potem jeszcze raz zastanowią się nad swoim małżeństwem. Najpierw musi porozmawiać z Brigiem. Zanim umrze. Miała ochotę rzucić się na łóżko, zasnąć i obudzić się z tego koszmaru. Poszła jednak do garderoby wyłożonej cedrową boazerią, godną żony Chase’a McKenziego. Wzięła dżinsową kurtkę. Czas się pozbierać. Ktoś przecież musi. Chase leży w szpitalu, ojciec ma słabe serce, Dena załamuje ręce, a Derrick, jak zwykle, niczym się nie przejmuje. To ona musi panować nad sytuacją. Była w końcu niezłą reporterką, zanim zamieniła dyktafon na obrączkę i bezpieczną, ale cholernie nudną pracę w lokalnej gazecie. Zmarszczyła czoło, myśląc o zmianach, jakie zaszły w jej życiu. Szybko zeszła po kaflowych schodach. Mieszkała w domu ze szkła i czerwonego drewna, który zbudował dla niej Chase rok po tym, jak powiedzieli sobie tak. Wystroju dopełniały mosiężne baterie w łazienkach, włoski marmur, kryształowe lampy i ręcznie rzeźbione meble, na życzenie Chase’a. Dom był urządzony z przepychem i przypominał bardziej muzeum niż mieszkanie. Na lakierowanych parkietach leżały perskie dywany. Pod złotymi i mosiężnymi kranami, znajdowały się porcelanowe umywalki sprowadzone z Anglii. Ozdobne zasłony nadawały pomieszczeniu wyraz. Europejski rzemieślnik prawie przez rok rzeźbił i montował poręcze, które wiły się od drugiego piętra do parteru w trzech oddzielnych klatkach schodowych. To był ostentacyjnie wielki dom. Tego chciał, a właściwie pragnął Chase. Cassidy zgodziła się, żeby go zbudować, bo myślała, że nowy dom i meble uszczęśliwią męża. Oczywiście, tak się nie stało. Chase’a nic nie było w stanie uszczęśliwić. Zadzwonił telefon. Cassidy przystanęła przy szklanych drzwiach gabinetu i słuchała, jak włącza się automatyczna sekretarka. Odkąd wróciła ze szpitala, telefon zadzwonił co najmniej piętnaście razy. Kilku zatroskanych przyjaciół, kilku robotników z tartaku i dziennikarze - jej koledzy, żądni sensacji i skandalu. Nie miała zamiaru oddzwaniać. Jeszcze nie. - Cassidy? Jesteś tam? Mogłabyś odebrać telefon? - To głos Felicity, pełen troski i nieco poirytowany. Przerwa. - Słuchaj, wiem, że tam jesteś, więc odbierz telefon. Powiem szczerze: Derrick i ja bardzo się martwimy. Dzwonili do mnie z dwóch stacji telewizyjnych, z lokalnej gazety i z „Głosu Oregonu”. Wszyscy oczekują jakiegoś oświadczenia, a... Derrick nie ma do tego głowy. Ty... pewnie wiesz, jak postępować z tymi ludźmi. Lepiej niż ktokolwiek z nas. - Zawahała się. Cassidy wyobraziła sobie Felicity, zagryzającą dolną wargę ze zmartwienia. - Cassidy? Na miłość boską, nie będę tego znosić. Jeżeli tam jesteś, to odbierz ten cholerny telefon! Cassidy wiedziała, że popełnia ogromny błąd, ale podniosła słuchawkę. - Dobra, jestem. - Oparła się biodrem o biurko. - Nie przejmuj się dziennikarzami. Jeżeli jeszcze ktoś zadzwoni, to powiedz, że jutro z nimi porozmawiam... - Dzięki Bogu. Odchodziłam od zmysłów. Ci ludzie to istne hieny. Nie chciałam cię urazić - dodała pośpiesznie, jakby Cassidy mogła poczuć się urażona, taką oceną swoich kolegów po fachu. - Słyszałam, że oblegali szpital i że nie dali spokoju Denie i Keksowi nawet w Palm Springs. Wyobrażasz sobie? Bardzo dobrze sobie wyobraża. Przecież nie raz sama brała udział w podobnym polowaniu na sensację, całymi dniami tkwiła na schodach sądu, nocami czekała przed więzieniem i w bezsenne godziny planowała ważne wywiady. Teraz wydawało jej się, że ta część jej życia jest bardzo odległa. - Złe wieści chyba szybko się rozchodzą - stwierdziła chłodno Cassidy. Dotarły nawet do Palm Springs.
Milli się ruszyć.
zagajenia rozmowy

©2019 www.aequabiliter.na-tydzien.szczytno.pl - Split Template by One Page Love